your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Cannes 2017: Brigsby Bear, The Florida Project


BRIGSBY BEAR.

Dwudziestokilkuletni James całe życie spędził w schronie przeciwatomowym. Na zewnątrz można było wychodzić jedynie z założoną maską gazową. Jedynymi ludźmi jakich poznał osobiście byli jego rodzice. Źródłem rozrywki, a zarazem jego obsesji, był program telewizyjny dla dzieci „Brigsby Bear”, którego kolejne odcinki dostawał regularnie na kasetach VHS. Jego życie wywraca się do góry nogami, gdy pewnego dnia do schronu wpadają policjanci. Rodzice zostają zakuci w kajdanki, a James zabrany na komisariat. Starsze małżeństwo okazuje się być parą oszustów, którzy ukradli Jamesa jego prawdziwej rodzinie. Świat na zewnątrz ma się dobrze, powietrze nie jest skażone, a „Brigsby Bear” był programem realizowanym chałupniczo przez jego fałszywego ojca (świetny epizod Marka Hamilla). Młody mężczyzna musi się teraz dostosować do nowej sytuacji…

„Brigsby Bear” to takie klasyczne kino sundance’owe. Zabawna, lekka i niegłupia historia o życiu na amerykańskich przedmieściach. James uczy się życia w społeczeństwie, próbuje przekonać do siebie młodszą siostrę, która traktuje go z dystansem, zalicza domówkę w towarzystwie nastolatków, poznaje przyjaciela, z którym kręci amatorski film, a także odkrywa uroki korzystania z internetu. Jeżeli lubicie tego typu filmy to z przyjemnością zobaczycie i ten, bo chociaż historia nie jest oryginalna (wszystko to już gdzieś było w jakiejś zbliżonej formie) to scenariusz bywa całkiem pomysłowy, a film klimatyczny, przyjemny i zabawny.


THE FLORIDA PROJECT.

Nowy film Seana Bakera pod pewnymi względami przypomina „Mandarynkę”. iPhone’owy osprzęt zastąpiły profesjonalne kamery, a zamiast bandy krzykliwych prostytutek mamy grupę małych dzieci, ale jest to historia opowiadająca o podobnym środowisku - amerykańskiej biedocie, żyjącej w tanich, ciasnych, motelowych pokojach, zarabiającą na życie kombinatorstwem, prostytucją i dorywczymi robotami. Szczytem marzeń jest stała praca w charakterze kelnerki, bo pieniądze z tego wprawdzie małe, ale przynajmniej jedzenie można wynieść i jeszcze podrzucić coś znajomym.

Film jest równie krzykliwy, co poprzedni projekt Bakera, bo trójka dzieci, głównych bohaterów filmu, zapewnia stały (wysoki) poziom decybeli. Dzieciaki, pozostawione samopas, cały czas się gdzieś przemieszczają, niestrudzenie poszukując nowych sposobów na zabicie nudy w położonym na uboczu miasta motelowym kompleksie. W efekcie ciągle wpadają w jakieś kłopoty. Ich prawdziwym opiekunem jest zaskakująco cierpliwy i opanowany menadżer hotelu (Willem Dafoe). W tym dość patologicznym środowisku to właśnie Dafoe robi za ostoję normalności, przywołując innych do porządku, ze stoickim spokojem znosząc wybryki dzieci oraz dorosłych mieszkańców kompleksu.

„The Florida Project” jest zabawny i tętni energią. Jest to żywy świat pełen krzykliwych barw, głośnej muzyki, hałaśliwych ludzi oraz skrajnych emocji. W drugiej godzinie chwilami bywa to męczące, bo stale rozrabiające i strasznie rozwrzeszczane dzieciaki sprawiają, że głowa zaczyna puchnąć. A kłótliwi dorośli bynajmniej nie pomagają. No cóż, samo życie.

www.kinofilia.pl

Więcej recenzji oraz innych materiałów o kinie:
https://www.facebook.com/blog.kinofilia/

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook